sobota, 29 października 2016

Despina

                                                            Miasta i pragnienia. 3.

 Do Despiny można dotrzeć na dwa sposoby: statkiem lub na wielbłądzie. Miasto jawi się odmiennie temu, kto nadjeżdża od strony lądu, i temu, kto wpływa do niego morzem.
 Poganiacz wielbłądów, który dostrzega wychylające się zza widnokręgu wyżyny szczyty wieżowców, anteny radarowe, powiewające na wietrze białe i czerwone rękawy portowe i dymy wyrzucane z kominów, myśli o statku, wie, że jest to miasto, ale myśli o nim jak o okręcie, który może go unieść z pustyni, jak o żaglowcu szykującym się do podniesienia kotwicy, z żaglami nierozwiązanymi jeszcze, lecz już wydętymi przez wiatr, albo jak o parowcu, z kotłem wibrującym w stalowym kilu, i myśli o wszystkich portach, o zamorskich towarach, które żurawie wyładowują na nabrzeżach, o tawernach, gdzie załogi spod różnych bander rozbijają sobie butelki na głowach, o oświetlonych oknach na parterze i o kobietach czeszących się w każdym z tych okien.
 We mgle wybrzeża marynarz rozpoznaje kształt wielbłądziego grzbietu, wyszywanego siodła z frędzlami, które błyszczą między dwoma cętkowanymi garbami posuwającymi się kołyszącym ruchem; wie, że jest to miasto, ale myśli o nim jak o wielbłądzie, któremu z siodła zwisają bukłaki i juki z kandyzowanymi owocami, winem daktylowym, liśćmi tytoniu, i już widzi siebie na czele długiej karawany, która unosi go z pustyni morza ku oazie ze słodką wodą w pierzastym cieniu palm, ku pałacom o grubych wapiennych murach i dziedzińcach wykładanych mozaiką, po której tańczą bosonogie tancerki, poruszając ramionami, to kryjąc je, to wynurzając spod welonu.
 Każdemu miastu kształt nadaje pustynia, której jest ono przeciwieństwem; w ten sposób poganiacz wielbłądów i marynarz widza Despinę, miasto na pograniczu dwóch pustyń.

Italo Calvino  Niewidzialne miasta
























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz