poniedziałek, 9 lipca 2012

rybia miłość

 

2.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

3.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

8.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

10.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

11.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

12.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

13.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

14.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

 

19.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

20.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

22.ceramika,ceramic,sztuka,art,łódź,boat,ryba,fish,trzybulska

“Rybia miłość“ to opowiadanie, od którego wszystko się zaczęło , co jakiś czas do niego wracam , tym razem w przestrzeni. Nie widać niestety na zdjęciach, że na porcelanowym kaflu przepisałam fragment. Ale tak miało być, białe na białym :}

szamot, malowany angobami, porcelana,  40 / 47 cm

Chociaż to rzecz wielce dziwna, lecz jedyny karaś żyjący w stawie nie opodal letniska generała Pantałykina zakochał się po uszy w letniczce Soni Mamoczkinie. Zresztą cóż w tym dziwnego? Przecież Lermontowski Demon zakochał się w Tamarze, a łabędź w Ledzie, i czyż nie zdarza się, że kanceliści zakochują się w córkach swych zwierzchników? Codziennie z rana Sonia Mamoczkina chodziła do kąpieli ze swą ciotką. Zakochany karaś pływał u samego brzegu i obserwował. Wskutek bliskiego sąsiedztwa odlewni "Krendel i Synowie" woda w stawie od dawna już stała się brązowa, ale pomimo to karaś widział wszystko. Widział, jak po błękitnym niebie płynęły białe obłoki i ptaki, jak letniczki zdejmowały szaty, jak z nadbrzeżnych krzaków podglądali je młodzi ludzie, jak otyła ciocia przed wejściem do wody przez pięć minut siedziała na kamieniu i z zadowoleniem poklepując się, mówiła: "w kogóż to wdałam się, taka słonica, aż strach spojrzeć!". Zdjąwszy z siebie lekkie szatki Sonia z piskiem rzucała się do wody, pływała, kuliła się od zimna, a karaś migiem podpływał do niej i chciwie całował jej nóżki, ramiona, szyję ...
Po kąpieli letniczki odchodziły do domu na herbatę z maślanymi bułeczkami, a karaś pływał samotnie po ogromnym stawie myśląc:
"Oczywiście, o wzajemności nawet nie ma co marzyć. Czyż ona, panna tak cudna, może pokochać mnie, karasia? Nie, po tysiąckroć nie! Nie łudź się marzeniami, nędzna rybo! Pozostaje ci tylko jedno - śmierć! Ale jak to uczynić? Rewolwerów ani fosforowych zapałek w stawie nie ma. Dla naszej braci karasiej dostępny jest jeden tylko rodzaj śmierci - paszcza szczupaka. Skąd jednak wziąć szczupaka? Był ongi w stawie jeden szczupak, ale i ten zdechł z nudów. O ja nieszczęsny!"
I myśląc o śmierci młody pesymista zagrzebywał się w mule i pisał pamiętnik...
Razu pewnego nad wieczorem Sonia i jej ciotka siedziały nad stawem łowiąc ryby... Karaś pływał koło pławików nie odrywając od dziewczęcia rozkochanych oczu. Nagle w mózgu jego niczym błyskawica przemknęła myśl :
"Umrę z jej ręki! - pomyślał i radośnie poruszył płetwami. - Och, jakaż to będzie cudowna, słodka śmierć!". I niezachwiany w decyzji, tylko z lekka przybladły podpłynął do haczyka Soni i wziął go w pyszczek.
- Soniu, bierze! - krzyknęła ciotka.
- Kochanie, u ciebie bierze!
- Ach! Ach!
Sonia zerwała się i szarpnęła z całej siły. Coś złocistego rozbłysło w powietrzu i plusnęło do wody pozostawiając po sobie rozpływające się kręgi.
- Urwała się! - wykrzyknęły obie letniczki blednąc.
- Zerwała się! Och, kochanie!
Spojrzawszy na haczyk dojrzały na nim rybią wargę.
- Och, kochanie - powiedziała ciotka - nie trzeba było tak mocno szarpać. Teraz biedna ryba została bez wargi...
Zerwawszy się z haczyka mój bohater był oszołomiony i długo nie mógł zrozumieć co się stało, po chwili jednak oprzytomniał i wystękał:
- Znowu mam żyć! Znowu! O, złośliwy losie!
Kiedy zaś spostrzegł, że brak mu dolnej szczęki, zaśmiał się straszliwie... Postradał zmysły!
Obawiam się jednak, iż może się wydać dziwna moja chęć zajęcia uwagi poważnego czytelnika losami tak nędznej i nieciekawej istoty jak karaś. Zresztą, cóż w tym dziwnego? Przecież w grubych miesięcznikach uczone damy pisują o nikomu niepotrzebnych piskorzach i ślimakach. A ja naśladuję damy. A może nawet sam jestem damą i tylko ukrywam się pod męskim pseudonimem?
Tak więc karaś postradał zmysły. Nieszczęsny żyje po dziś dzień.
Na ogół karasie wolą być smażone w śmietanie, ale dla mego bohatera każda śmierć byłaby teraz miła. Sonia Mamoczkina wyszła za mąż za właściciela składu aptecznego, a ciotka wyjechała do Lipecka do zamężnej siostry. I nie ma w tym nic osobliwego, gdyż zamężna siostra ma sześcioro dzieci i wszystkie dzieci kochają ciotkę.
I cóż dalej? W odlewni "Krendel i Synowie" pracuje w charakterze dyrektora inżynier Krysin. Ma on siostrzeńca Iwana, który, jak wiadomo, pisze wiersze i zachłannie drukuje je we wszystkich tygodnikach i gazetach.
Pewnego upalnego popołudnia młody poeta przechodząc nad stawem zapragnął się wykąpać. Rozebrał się i wszedł do stawu. Zwariowany karaś wziął go za Sonię Mamoczkinę, podpłynął do niego i czule pocałował w plecy. Pocałunek ten miał jak najbardziej zgubne następstwa: karaś zaraził poetę pesymizmem. Nic nie podejrzewając poeta wyszedł z wody i śmiejąc się straszliwie ruszył do domu. Po kilku dniach pojechał do Petersburga i odwiedzając redakcje zaraził pesymizmem wszystkich poetów i od tego czasu wszyscy nasi poeci zaczęli pisywać ponure, smętne wiersze.


Antoni Czechow Opowieści i opowiadania 1889 - 1892
tom VII , tłumaczyła Irena Bajkowska

1 komentarz:

  1. belle histoire correspond à ce beau travail...

    OdpowiedzUsuń